poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział ósmy.

W moim życiu niewiele rzeczy ma jakieś znaczenie. Ale sen jest tą, która ma i to duże znaczenie. Zastanawiam się ile człowiek może wytrzymać bez snu, bo ja właśnie nie śpię trzecią noc i myślę, że zbliżam się do końca wytrzymałości. Nie wiem dlaczego ostatnio nie mogę zmrużyć oka. Może faktycznie odkąd przyjechaliśmy na obóz mam kłopoty ze snem i sypiam po trzy, cztery godziny, nie licząc dnia w którym źle się czułem, ale nigdy nie było tak źle jak w ostatnie trzy noce. Wydaje się, jakbym zasypiał pół godziny przed zadzwonieniem mojego budzika, który z kolei jest ustawiony na pół godziny przed śniadaniem co oznacza tyle, że zasypiam dopiero o szóstej.
Obróciłem się na lewy bok i wysunąłem spod poduszki telefon, aby sprawdzić godzinę. Była już czwarta. Spojrzałem na Rikera, który spał jak zabity. To dobrze. Mam dość słuchania o wspaniałości Rowan. Naprawdę, martwię się o niego. A co jak się zakochał? Co jeżeli stanie się jak Rydel i Ellington i będzie mi prawił kazania o tym, że dziewczyny to nie zabawki? Albo będzie na tyle dobry, co Rocky i po prostu będzie miał gdzieś to, co robię? Nie chcę, żeby tak było. Nie chcę - te dwa słowa od kilku dni pojawiły się w mojej głowie tak wiele razy, że chyba bez wahania przebudzony nagle ze snu bym je przeliterował, nawet od tyłu. Czasami nawet, kiedy się zamyśliłem i ktoś coś ode mnie chciał automatycznie wyrywało mi się ,,Nie chcę".
- Co Ty, do cholery śpiewasz? - głos brata wyrwał mnie z zamyśleń i uświadomił, że własnie zaśpiewałem na głos ,,twinkle twinkle little star i want to hit you with a car, throw you off a tree so high, hope you break your neck and die" co mogło Go trochę przerazić. Uderzyłem się dłonią w czoło. Dlaczego w ogóle to śpiewam? Skąd znam tekst tej piosenki? To brak snu. To mnie niszczy.
- Boję się spać z Tobą w jednym namiocie.
- Zamknij mordę. - warknąłem w stronę Rikera, na co ten tylko westchnął i odwrócił się plecami do mnie. Przeniosłem wzrok z niego znów na łóżko nade mną i doszedłem do wniosku, że nie mogę tak dłużej leżeć, bo to nie najlepiej  na mnie działa. Wziąłem głęboki oddech i podniosłem się do pozycji siedzącej, sięgnąłem po buty i naciągnąłem je na nogi, a potem wstałem i wyszedłem. Nie wiedziałem dokąd chcę iść, ale wiedziałem, że nie do lasu. Chciałem pójść zapalić gdzie indziej, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że nie wziąłem papierosów.
- Cholera. - mruknąłem pod nosem i stanąłem w miejscu. Odbywałem teraz walkę z samym sobą czy wrócić do namiotu czy iść dalej. Z racji tego, że naprawdę byłem zmęczony, nie chciałem już nigdzie wracać. Szedłem między namiotami i zaglądałem do każdego, szukając kogoś, kto nie śpi i chociaż ze mną pogada, ale nikogo takiego nie było. Stanąłem jednak jak wryty, kiedy wszedłem do namiotu mojej grupy, a wszystkie łóżka były puste. Prawie wszystkie. Wcale nie dziwił mnie fakt, że to, które nie było puste zajmowała Callie. Z początku trochę się przestraszyłem, że coś się stało, jednak po zobaczeniu jej stwierdziłem, że dziewczyny są na jakiejś imprezie. Postanowiłem się jednak upewnić zanim odejdę. Dotknąłem ramienia Callie z zamiarem potrząśnięcia nim, jednak ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie śpi, kiedy całe jej ciało napięło się pod moim dotykiem. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który w tym momencie cisnął się na moją twarz.
- Nie śpię, Lynch. - warknęła ostro, ale wywnioskowałem, że płacze. Zmarszczyłem brwi, jednak uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Obróciła się na plecy, tak, że teraz nie musiałem patrzeć tylko na jej tył, ale na jej twarz. W ciemności zabłysnęły jej oczy wypełnione łzami. W sumie widziałem tylko jej oczy.
- Wiem, Jacob. Gdybyś spała nie reagowałabyś w ten sposób na mój dotyk. - szepnąłem.
- Nie reaguję na Twój dotyk, zrozum, że coś sobie ubzdurałeś. - mruknęła.
- Tak? To ciekawe... - zaśmiałem się i usiadłem na niej okrakiem, złapałem za jej nadgarstki i przycisnąłem je do łóżka na wysokości jej głowy. Wciągnęła powietrze, ale szybko je wypuściła.
- Puść mnie. - próbowała być stanowcza, ale głos jej się załamał. Chyba nie wiedziała, że ja już zdałem sobie sprawę, że płacze, bo wciąż próbowała to ukryć. Nachyliłem się, aby pocałować ją w szyję, a z jej ust wydostał się cichy jęk. Jedna jej łza skapnęła na mój policzek, ale nie starłem jej. Wciąż nie wiedziałem czemu płace, ale nie zamierzałem wcale o to pytać. Złożyłem pocałunek za jej uchem, a potem na płatku ucha, schodząc coraz niżej i podążając w dół szyi, aż dotarłem do jej barku. Zsunąłem jedno ramiączko jej koszulki i powędrowałem z pocałunkami do jej ramienia, a potem z powrotem do ucha. Przez cały ten czas pomrukiwała cicho na przemian z pojękiwaniem.
- Nadal twierdzisz, że nie reagujesz na mój dotyk? - wysapałem do jej ucha, próbując uspokoić przyspieszony oddech.
- Tak. Puść mnie Ross. - szarpnęła nadgarstkami, ale jej na to nie pozwoliłem.
- Dopiero kiedy przyznasz, że Ci się podobam. - prychnęła, więc wróciłem do poprzednich zajęć. Pocałowałem ją w skroń, a potem pieściłem językiem jej szyję i dekolt. Puściłem jeden jej nadgarstek i wykorzystałem wolną rękę do wsunięcia jej pod koszulkę Callie. Opuszkami palców gładziłem jej wcięcie w talii, później brzuch, a kiedy wygięła plecy w łuk, korzystając z okazji wsunąłem tam rękę i teraz gładziłem jej plecy. Ruszyłem palcami po linii jej kręgosłupa, aż dotarłem do karku i z satysfakcją uznałem, że to jej czuły punkt, kiedy jęknęła głośno i zatopiła wolną rękę w moich włosach. Pozwoliłem jej przyciskać moją głowę do jej szyi, kiedy moja ręka znów znalazła się na jej brzuchu. Ssałem jej skórę i palcami kreśliłem na niej szlaczki. Oddychała coraz ciężej, ale z jej ust ani na chwilę nie przestały wydobywać się jęki. Panie i panowie tak reaguje dziewczyna na dotyk chłopaka, który jej się ,,nie" podoba. Zaprzestałem jakichkolwiek czynności i zamarłem na chwilę, kiedy jęknęła głośno i poczułem, że cała drży. To było nie do pomyślenia, że doprowadziłem ją do tego samymi pocałunkami.
- Wiesz co? Nie musisz przyznawać, że Ci się podobam. Przecież ja to i tak widzę. - szepnąłem znów do jej ucha.
- Ross... idź już, błagam. - powiedziała. Wstałem więc i ruszyłem do wyjścia. Przy samych ,,drzwiach" odwróciłem się jednak i spojrzałem na nią jeszcze raz. Nie ruszyła się w ogóle. Zaśmiałem się cicho i wróciłem do siebie. O dziwo usnąłem od razu.

Wydawało się, jakby mój budzi zadzwonił dziesięć minut po tym jak usnąłem. Mimo wszystko byłem wypoczęty. Jak zwykle zaraz po obudzeniu się poszedłem pod prysznic. Wykonałem poranną toaletę, ubrałem się i wróciłem do namiotu. Rikera nie było więc musiałem się z nim minąć. Wyjąłem spod poduszki telefon i wrzuciłem go do kieszeni spodni. Poszedłem na stołówkę i usiadłem przy stoliku mojej grupy. Od razu spostrzegłem, że nie ma przy nas Rowan, więc automatycznie mój wzrok powędrował na stolik Rikera i oczywiście była tam. Zacisnąłem ręce w pięści. Nie byłem wcale zazdrosny. Ale Riker był jedyną osobą, która rozumiała to co robię i z którą mogłem dzielić się tym wszystkim. I bałem się, że ona odbierze mi jedyną osobę, która mnie akceptuje takim, jakim jestem. Mimo, że chciałem szczęścia mojego brata, nie potrafiłem znieść myśli, że on może się zmienić. Oderwałem od nich wzrok, nie chcąc na to dłużej patrzeć.
- Ross czemu Rowan z nami nie siedzi? - zapytała Maia, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
- Nie obchodzi mnie to! Mam to gdzieś! Ją też mam gdzieś. Idź i się zapytaj. Skąd ja mam wiedzieć takie rzeczy? - popatrzyła na mnie zdziwiona. Uspokoiłem się trochę i wypuściłem powietrze z płuc.
- Wystarczyłoby samo ,,nie wiem". - powiedziała w końcu i wróciła do jedzenia płatków z mlekiem.
Przemilczałem to, ale za chwilę odezwała się Callie:
- Nie jesteś jakimś Bogiem czy coś i nie musisz się drzeć na każdego, kto powie coś, co Ci nie pasuje.
- Zamknij się już. - warknąłem.
- Nie mów tak do mnie. - wciąż była zaskakująco spokojna.
- Bo co mi zrobisz? Wystarczy, że Cię dotknę i cała się napinasz, nie potrafisz przyznać, że mnie pragniesz i próbujesz to ciągle udowadniać jadąc po mnie, ale to Ci nie wychodzi. Bo ja i tak wiem swoje.
- Nie pragnę Cię. Ja Cię nawet nie lubię! - prawie krzyknęła. O tak, wystarczyło wspomnieć o tym, że jej się podobam i już wybucha.
- Nie? To po co dawałaś mi się  dotykać i całować?! - również krzyknąłem, ale to z mojej strony nie było zbyt mądre posunięcie. Callie spojrzała na mnie z szeroko otwartymi ustami, a wszystkie głosy w stołówce ucichły. Bałem się rozejrzeć dokoła. Serce biło mi tak mocno, że prawie je słyszałem. Ktoś szarpnął mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia. Powiedział coś, ale nie rozumiałem co. Callie wstała i poszła za nami. Zorientowałem się, że to Brandon. Cholera, jest źle, bardzo źle. Rozglądałem się nerwowo dokoła, próbując uniknąć jego wzroku.
- Co Ty właśnie powiedziałeś?
- Brandon, posłuchaj...
- Nie będę niczego słuchał. - przerwał mi - Ona ma szesnaście lat. To podchodzi pod molestowanie Lynch! Co Ty zrobiłeś, do cholery? - jak miałem mu powiedzieć, że tego chciała? Każdy tak mówi, a potem wsadzają go do więzienia za molestowanie. Spojrzałem na Callie kątem oka. Stała jak wryta.
- Brandon. - dziewczyna zaczęła się nagle śmiać. Spojrzała na mnie, więc również wybuchnąłem udawanym śmiechem nie bardzo wiedząc, o co chodzi. - Ja i Ross to przyjaciele. Wiem, że może to głupie, ale oboje lubimy filmy i często odgrywamy jakieś scenki z naszych ulubionych. To co usłyszałeś to była właśnie scenka z jednego z nich. - przytaknąłem, wciąż się śmiejąc, ale Brandon skanował nas oboje wzrokiem.
- Jak się nazywa? - zapytał nagle, a ja zamarłem. Znów uratowała nas Callie:
- ,,Romans na 1000 sposobów". - Tym razem chciałem wybuchnąć śmiechem tak naprawdę, bo ten tytuł brzmiał tak zabawnie.
- A tak, słyszałem o nim. - rzucił Cameron na co dziewczyna zmarszczyła brwi, ale  przytaknęła. Oboje wiedzieliśmy, że taki film nie istnieje. - Masz szczęście Ross. - powiedział i wrócił na stołówkę. Odwróciłem się w stronę Callie oddychając z ulgą. Próbowała mnie wyminąć, ale złapałem ją za ramiona i zatrzymałem przed sobą. Nie patrzyła na mnie, ale rozglądała się dokoła.
- Dziękuję. - powiedziałem. To było szczere. Naprawdę byłem jej wdzięczny.
- Daj mi spokój. To ostatni raz kiedy Cię obroniłam. Nienawidzę Cię. Upokorzyłeś mnie na oczach całego obozu. - Wyrwała mi się i wróciła na stołówkę. Przewróciłem oczami. To ja jej dziękuję, a ona znów ma problem?! Dziwna dziewczyna. Zignorowałem jej zachowanie i wróciłem na stołówkę. Brandon wyjaśnił wszystkim, że to był żart i każdy się śmiał. Każdy teraz myśli, że ja i Callie się przyjaźnimy, a my się nawet  nie lubimy. No, ona mnie nienawidzi, ja jej tylko nie lubię. Trudno, kiedyś sami się zorientują, że jest inaczej.

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział siódmy

Wyszedłem z namiotu tej dziewczyny nie będąc do końca pewien, która jest godzina. Szczerze mówiąc nie interesowało mnie to za bardzo. Postanowiłem nie iść jeszcze do siebie, tylko przejść się do lasu i trochę odpocząć. Sam nie wiedziałem do końca od czego - od tej codzienności, odpocząć psychicznie, czy może odpocząć po kilku cudownych godzinach spędzonych z dziewczyną, której imienia nie znam. Nie wiem, jak mogłem opisać te ostatnie kilka godzin, ale wiem, że ona znała się na rzeczy. W każdym razie miałem trochę wyrzuty sumienia, gdy zorientowałem się, że nie jest tak do końca trzeźwa. Tak racja, lubię dziewczyny i lubię tę wszystkie przygody na jedną noc. Nie widzę żadnego sensu wiązania się z kimś na dłużej. Nie widzę sensu, żeby się zobowiązywać. Mimo wszystko nie sypiam z dziewczynami, które nie mają na to ochoty. Nigdy nie zrobiłbym żadnej dziewczynie czegoś, czego nie chce. Bo tak, mam uczucia. Dziewczyny z którymi sypiam to zazwyczaj te, które chcą tego co ja - jednorazowej przyjemności, bez zobowiązań. Czasem zdarzą się takie, które liczą na coś więcej, a kiedy odchodzę są załamane. To nie moja wina. Niczego im nie obiecuję. Od razu stawiam sprawę jasno, a one przecież się godzą. Nie rozumiem więc, dlaczego nazywają mnie potem chamem. To nie jest tak, że robię im nadzieję, zaliczam i zostawiam. Po prostu zaliczam i zostawiam. Bo niczego więcej nie potrzebuję. Mimo to, chcę żebyśmy oboje czuli wtedy przyjemność i żeby dziewczyna naprawdę tego chciała, a nie robiła to po pijanemu, a później nic nie pamiętała. Nie kręci mnie to. Dlatego przez chwilę męczyły mnie wyrzuty sumienia. Do czasu, aż zorientowałem się, że nie jest na tyle pijana, żeby wszystko zapomnieć. Że jest na tyle trzeźwa, by poczuć to co ja i być świadoma swojego wyboru.
- Kurwa, patrz trochę. - rzuciłem ostro, kiedy ktoś wpadł na mnie w lesie. Może trochę odrobinę za ostro. Sam nie wiem. Zamyśliłem się. Idę sobie pogrążony w myślach, kiedy ktoś nagle na mnie wpada. Byłem w chwilowym szoku i tak mi się wyrwało. Otrzepałem koszulkę, chociaż była zupełnie czysta. Przecież nie upadłem, ani nic takiego. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy zobaczyłem, kto stoi przede mną.
- Może mam Cię jeszcze przeprosić za to, że nie patrzysz jak chodzisz? - zapytała zirytowana, zakładając ręce na klatkę piersiową i przenosząc ciężar ciała na prawą nogę. Jej włosy upięte były w wysokiego kucyka. Miała na sobie getry idealnie ukazujące jej nogi. Już sobie wyobrażam jak idealnie ukazywały jej pośladki. Górną garderobę sprawował sportowy stanik top. Ten zaś idealnie podkreślał jej piersi, odkrywając płaski brzuch i wcięcie w talii. Mimo, że było już bardzo ciemno, widziałem jak przewróciła oczami. Jej twarz, ramiona i brzuch lśniły od potu.
- Ty biegasz? - zupełnie zignorowałem wszystko, co stało się do tej pory. Zapomniałem już o co przed chwilą zapytała. Zmarszczyła brwi i prychnęła.
- A nie widzisz? - roześmiałem się, co chyba zbiło ją z tropu. Próbowała być oschła, ale była tylko zabawna. Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni telefon. Odblokowałem go na ułamek sekundy, a potem znów zablokowałem i schowałem w jego wcześniejsze miejsce.
- Jest trzecia. A Ty sobie biegasz całkiem sama w lesie. Jako Twój wychowawca powinienem Cię odprowadzić do namiotu i dać kazanie. Tylko, że wcale nie chce mi się tego robić. Po za tym w ten sposób mogę oglądać Cię w samym staniku, a to mi się podoba. - usłyszałem, że jej oddech przyśpieszył. Nie skomentowałem tego jednak, bo wiem, że zrzuciłaby to na bieg. A wiem też dobrze, że to moje słowa wywołały u niej taką reakcję. Uśmiechnąłem się zwycięsko. Nawet niechcący doprowadzam ją do takiego dziwnego stanu, a to mi się cholernie podoba i daje mi ogromną satysfakcję. - Callie...słyszę, że oddychasz. Nie pozbędziesz się mnie, udając, że Cię tu nie ma. Z resztą wciąż Cię widzę. - powiedziałem zniżonym głosem. Usłyszałem jak wypuszcza z ust powietrze.
- Jesteś palantem. - mruknęła pod nosem. Kiedy próbowała powstrzymać uśmiech zabawnie marszczyła nos, więc doskonale wiedziałem, kiedy ma dobry humor. Wywróciłem oczami.
Zacząłem zbliżać się do niej, więc ona zaczęła się cofać nie spuszczając ze mnie wzroku. Zatrzymała się dopiero, gdy wpadła na drzewo. Oblizałem wargi i zacząłem powoli zbliżać swoją twarz do jej. Zamknęła oczy, na co uśmiechnąłem się. Byliśmy już tak blisko siebie, że czubki naszych nosów stykały się ze sobą. Rozchyliła lekko wargi, wciąż czekając na pocałunek. Powoli zaczęła unosić powieki do góry, zdezorientowana brakiem mojej reakcji. Wybuchnąłem śmiechem, na co z irytacją malującą się na jej twarzy odepchnęła mnie. Mierzyła mnie pytającym spojrzeniem.
- Jestem palantem, tak? - przytaknęła. - Ale wciąż pragniesz tego palanta tak bardzo, że gdy nadarza się okazja nie rezygnujesz z pocałunku? - zostałem spoliczkowany, ale tym razem nie wściekłem się na nią. Spoważniałem, łapiąc ją za nadgarstki. Jęknęła niezadowolona, próbują mi je wyrwać, ale jej nie pozwoliłem.
- Co właśnie zrobiłaś? - zapytałem. Zacisnąłem zęby. Nie byłem wściekły. Ale zirytowany tak.
- Dostałeś właśnie w ryj, za to jak mnie potraktowałeś. Puść mnie. - wysyczała przez zęby.
- Najpierw mnie przeproś i zapomnimy o wszystkim,  a ja Cię puszczę. - powiedziałem łagodnie. Nawet się uśmiechnąłem, ale to nic nie dało. Pokręciła głową, śmiejąc się.
- Jesteś popieprzony. Uważasz za takie zabawne fakt, że zrobiłeś ze mnie idiotkę. Po raz kolejny dostałeś to, na co zasłużyłeś i każesz mi przepraszać? Nie jesteś nie wiadomo kim. Jeśli oczekujesz, że padnę przed Tobą na kolana, błagając o przebaczenie to się mylisz. Zrozum, że nie jestem jedną z tych lasek, które zrobią wszystko, żebyś je przeleciał. Nie jestem Mack. Odwal się ode mnie. Przestań mi wchodzić w drogę.
- Ja Tobie? To Ty na mnie wpadłaś. Po za tym za niedługo będziesz padać na kolana w innych celach niż przeprosiny. Mówisz, że nie jesteś jedną z tych lasek, a wystarczy, że Cię dotknę i przechodzi Cię dreszcz i oddychasz szybciej. Jesteś taka sama jak wszystkie. Tylko od Ciebie niczego nie chcę. Jesteś zbyt nudna, żeby zapewnić jakąkolwiek rozrywkę. - mrugnąłem do niej, puszczając jej nadgarstki. Jeszcze chwilę patrzyła w moje oczy swoimi, pełnymi łez. Nie rozumiałem. Najpierw mnie bije i krytykuje, a jak ktoś mówi jej prawdę o niej to po prostu płacze i odchodzi. Naprawdę jest taka? To nie ma większego sensu. Oczekuje, że ona może mnie wyzywać i komentować wszystko co robię i ja mam to przyjąć z uśmiechem. Ale o niej nie można powiedzieć prawdy, bo to już jest uraza dla jej napompowanego ego. A to niby ja jestem popieprzony. Odechciało mi się chodzenia po tym lesie. Wróciłem do mojego namiotu, ale szybko z niego wyszedłem, gdy usłyszałem znaczące jęki. Nawet nie patrzyłem w stronę łóżka Rikera. Serio? Zajebiście. Teraz nawet nie mam gdzie spać. A z tego co wciąż słyszałem stojąc obok namiotu wywnioskowałem, że Riker nie ma zamiaru szybko skończyć. Roześmiałem się. Wciąż byłem zły, a nie miałem jak odreagować. W normalnych okolicznościach poszedłbym spać, a rano obudziłbym się ,,oczyszczony". Ale chodzi o to, że to właśnie nie są normalne okoliczności.


- Ross, w porządku? - ktoś mnie szturchnął. Obudziłem się, ale nie otworzyłem oczu, dopóki nie przypomniałem sobie, co się działo w nocy. Dopiero teraz uchyliłem powieki. Nade mną stała Taylor. Kiedy była schylona jej koszulka opadła w dół tak, że widziałem jej piersi. Podobało mi się to. Uśmiechnąłem się sam do siebie, ale ona chyba zorientowała się na co patrzę, bo wyprostowała się i podparła boki rękoma.
- Dlaczego tu śpisz? - zapytała, marszcząc brwi. Rozejrzałem się dokoła. Spałem w domku, w którym zawsze odbywają się zajęcia. Spojrzałem w dół i zauważyłem, że wciąż mam na sobie wczorajsze ciuchy. Przewróciłem oczami.
- Cholera. - rzuciłem i wstałem. Wyszedłem  z domku i ruszyłem szybko do namiotu. Zastałem tam Rikera i Rowan, wtulonych w siebie w łóżku jakby nigdy nic.
- Riker, wstawaj! - krzyknąłem, zbierając z szafy czyste ubrania. Blondyn poderwał się gwałtownie z łóżka, Miał na sobie tylko bokserki. Rowan, przeniosła się do pozycji siedzącej i okryła pościelą. Oboje rozglądali się po namiocie próbując zrozumieć, co się dzieje.
- Radzę Wam się ogarnąć, zanim ktoś tu wejdzie. Nikt nie może się przecież dowiedzieć, że Riker z Tobą spał. - zwróciłem się do dziewczyny. Przytaknęła, sięgając po swoje ubrania na podłodze. Zaczerwieniła się, więc ukryła twarz we włosach. Brat spojrzał na mnie, ubierając się. Widziałem, że ma mi coś do powiedzenia, ale nie chce tego robić przy Rowan. Z moimi czystymi ubraniami pognałem pod prysznic. Już dawno przegapiłem śniadanie.
Przez te wszystkie zdarzenia spóźniłem się też na zajęcia. Dziewczyny czekały na mnie już od dziesięciu minut.
- Sorry. Zaspałem. - wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę pianina.
- Tak. Chyba wszyscy wiemy dlaczego. - Maia przewróciła oczami i rozejrzała się po dziewczynach. Rowan wzruszyła ramionami. Taylor przytaknęła. Callie spuściła głowę. Mack spojrzała na mnie z wyrzutem. Zmarszczyłem brwi.
- Więc powiedz. - zarządziłem. Mogła to zrobić od razu,  nie rzucać jakimiś zagadkami. Spojrzała na mnie niepewnie, a za chwilę odwróciła wzrok.
- Spędziłeś całą noc ze swoją cudowną, nową dziewczyną. - roześmiała się Taylor. Ponownie zmarszczyłem brwi. Czułem się bardzo zmieszany. Nie dość, że przez Callie i to, że nie miałem gdzie spać już wystarczająco miałem zepsuty humor, to jeszcze dowiaduję się, że mam dziewczynę.
Zacisnąłem powieki i zrobiłem głęboki wdech i wydech, żeby odetchnąć.
- Możesz wyrażać się jaśniej? - zapytałem i otworzyłem oczy. Modliłem się w duchu, żeby nie wybuchnąć nagle, gdy usłyszałem odpowiedź.
- Jak to? No Susan od rana mówi o tym, że się przespaliście i jesteście razem. Z resztą same widziałyśmy jak wychodzicie ze stołówki wczoraj. Coś nie tak? - jej entuzjazm nagle gdzieś się ulotnił. Wewnątrz mnie gotowało się tak bardzo, że pewnie stojąc przy mnie można by było smażyć kiełbaski, jak na ognisku. Susan. Czyli to jest imię dziewczyny, którą wczoraj zaliczyłem. No super. Najpierw twierdzi, że rozumie, że to tylko jedna noc, a dzisiaj rozpowiada, że ze sobą jesteśmy. Callie prychnęła, więc przeniosłem na nią wzrok.
- Jeżeli masz coś do powiedzenia to wyrzuć to siebie, tylko ciekawe czy kogoś zainteresuje to o czym pieprzysz. - warknąłem przez zaciśnięte zęby. Jej oczy znów zaszły łzami. Doszedłem do wniosku, że ona jest strasznie słaba. Gdyby mogła to ryczałaby zawsze, kiedy nadarza się okazja.
- To zabawne. Wszyscy wierzycie w to, że on ma dziewczynę. Zastanówcie się. On zalicza i zostawia. Żadna nie ma u niego szans. On kocha tylko siebie. Nikogo więcej. - ostatnie zdanie, podobnie jak ja, wypowiedziała przez zęby. Roześmiałem się wywracając oczami.
- Ty nawet mnie nie znasz. Nawet jeżeli to co mówisz jest prawdą, nie masz na to dowodów. Więc jakim cudem możesz to stwierdzić? Nikt nie będzie mnie oceniał. A już na pewno nie jakaś suka płacząca po kątach za każdym razem gdy coś idzie nie po jej myśli i za każdym razem, gdy ktoś jej nie pochwali. - syknąłem. Zamilkła.Nagle zdałem sobie sprawę z tego, co powiedziałem. I z tego, że przesadziłem. Nie powinienem jej tak nazwać. Żadnej dziewczyny nie powinienem tak nazwać. No chyba, że w łóżku. Niektóre dziewczyny lubią gdy tak je nazywam. I ja też lubię to robić. Przełknąłem ślinę.
- Nie mam dowodów? Ile dziewczyn podczas tego tygodnia zaliczyłeś? - widziałem w jej oczach łzy już nieraz. Ale pierwszy raz widziałem je na jej policzkach. I co najgorsze - to mnie nie ruszało. Przesadziłem nazywając ją suką. Ale cała reszta była prawdą. Stałem tam patrząc na nią i miałem głęboko w dupie to, że ją zraniłem. Nic nie czułem. Pokręciłem głową. Szczerze mówiąc nie wiem, z iloma już spałem. - Coś takiego jak Ty...nie ma uczuć. Nie wiem nawet jak Cię nazwać. Nie jesteś człowiekiem. Nienawidzę Cię. I gdyby nie to, że nawet nie chcę się do Ciebie zbliżać, pewnie znów dostał byś w mordę! - krzyknęła i odwróciła się do drzwi przy których stała. Patrzyłem na to miejsce jeszcze chwilę, a potem rozejrzałem się dokoła.
- Na co się gapicie? Zajęcia zaczęły się piętnaście minut temu. - rzuciłem i usiadłem wreszcie przy pianinie, po drugiej stronie domku niż drzwi. Całe te dzisiejsze zajęcia nie miały sensu. Prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Jak już to od niechcenia. Dziewczyny śpiewały,  ja nie miałem ochoty ich poprawiać i mówić, co robią jeszcze źle. Byłem tak zdenerwowany, że mógłbym roznieść pianino, przy którym siedziałem. Roznieść w ogóle cały ten domek. I wyżyć się na którejś z tych dziewczyn, oczywiście w konkretny sposób. Ale nie mogłem. To znaczy nie dziś, po tym co widziały pewnie żadna by się nie zgodziła.

 Po zajęciach, na obiedzie obserwowałem dokładnie wszystkie stoliki w poszukiwaniu nijakiej Susan. I wreszcie ją dostrzegłem. Obserwowałem ją przez cały czas, czekając, aż odejdzie od stolika. A kiedy to wreszcie nadeszło, zerwałem się i poszedłem za nią. Przy samym wyjściu ze stołówki pociągnąłem ją w bok, i przycisnąłem ją do ściany.
- Co Ty odwalasz? - zapytałem najspokojniej jak potrafiłem.
- O co Ci chodzi, Ross? - zmarszczyła brwi.
- Dziewczyno, każdy myśli, że jesteśmy razem! Między nami niczego nie ma, jasne? - podkreśliłem dokładnie słowo ,,niczego", ale ona chyba nadal nie wiedziała, co mam na myśli.
- Jak to nie? A wczoraj? To naprawdę nic nie znaczyło?
- Nie? Od razu Ci to powiedziałem. Przygoda na jedną noc, nic więcej. - odwróciłem się, żeby odejść. Myślałem, że wyraziłem się dosyć jasno.
- W takim razie ciekawe jak zareaguje Brandon, kiedy dowie się, że sypiasz z uczestniczkami obozu. - znów odwróciłem się w jej stronę. Stała z rękami założonymi na piersi.
- Nijak. Bo się nie dowie. - warknąłem.
- O czym się nie dowie? - obok nas nagle pojawił się Brandon. Przełknąłem ślinę, patrząc na Susan wyczekująco. Chciałem wiedzieć co takiego mu powie. I przede wszystkim czy Brandon jej uwierzy.
- O niczym. - szepnęła. Cameron spojrzał raz na mnie, raz na nią, a potem odszedł ze zmarszczonymi brwiami. Parsknąłem i pokręciłem głową z uniesionymi brwiami, odwracając się i odchodząc. Wiedziałem, że stchórzy. Teraz trzeba tylko wyprowadzić z błędu wszystkich, którzy twierdzą, że jesteśmy razem.

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział szósty

- Posłuchajcie przez chwilę! - krzyknął Brandon podczas śniadania, więc każdy odwrócił się w jego stronie i słuchał, co ma do powiedzenia.
- Dziś normalnie miały odbyć się zajęcia, ale każdy czuje, że już od rana jest gorąco. Pomyślałem, że może pójdziemy nad jezioro i spędzimy tam dzień, bo zapowiada się naprawdę upalnie. Wieczorne zajęcia oczywiście się odbędą. Kto za? - uniosłem rękę chyba za szybko. Przeniosłem wzrok na Rikera. Jego ręka też była już w górze. Pewnie pomyśleliśmy o tym samym. Oglądanie tych wszystkich dziewczyn w kostiumach kąpielowych? Czemu nie? Dokończyłem swoje śniadanie (które swoją drogą były przepyszne. Kucharki tutaj gotowały prawie tak dobrze, jak moja mama) i udałem się do namiotu. Ostatecznie każdy postanowił, ze woli spędzić ten dzień na plaży. Spakowałem potrzebne rzeczy i poszedłem na zbiórkę. Jezioro było trochę oddalone od klubu, więc pojechaliśmy naszym autokarem.

Czułem się jak w niebie gdy tyle dziewczyn rozmawiało ze mną w tym samym czasie i na dodatek...każda z nich była w kostiumie. W sumie chyba nawet nie próbowałem ukryć faktu, że wcale nie patrzę im w oczy. Postanowiłem w końcu się ochłodzić i ruszyłem w stronę wody. Już prawie do niej wszedłem, kiedy coś, a raczej ktoś przykuł moją uwagę. Ruszyłem więc w stronę leżaków, gdzie zajmowała jeden z nich. Ubrana była w czarne, krótkie spodenki, ze dwoma złotymi suwakami w miejscu, gdzie powinny być kieszenie. Do tego różowa, przewiewna koszulka z rękawem 3/4. Na ramiona opadały jej gęste brązowe włosy, a na nosie spoczywały okulary przeciwsłoneczne. W ręce trzymała książkę i już wtedy wywróciłem oczami, a nawet jeszcze nie byłem obok niej. W końcu, kiedy stanąłem przed nią, rzucając na nią cień, opuściła okulary i spojrzała na mnie, a potem obrażona znów wbiła wzrok w książkę. Zaśmiałem się.
- Ktoś się obraził? - zapytałem i wyrwałem jej książkę z rąk. Automatycznie wstała, próbując mi ją wyrwać, ale uniosłem rękę do góry i stanąłem na palcach, więc nie mogła sięgnąć.
- Oddaj, to Ross. - fuknęła, uderzając mnie w klatkę piersiową.
- Nie. Na serio, Callie? Jesteśmy na plaży, a Ty czytasz sobie książkę i nawet nie jesteś w kostiumie.
- A po co mi kostium? Żebyś sobie popatrzył i rzucał narcystycznymi tekstami? - spytała ironicznie. Wywróciłem oczami.
- Po co tu przyszłaś? - zignorowałem to co powiedziała.
- Żeby poczytać. - prychnąłem. Rzuciłem jej książkę na leżak i chwyciłem ją w talii, przewieszając obie przez ramię. Pisnęła, a potem wykrzykiwała moje imię, ale nie zwracałem na to uwagi. Wbiegłem z nią do jeziora i oboje poszliśmy pod wodę. Wypłynąłem na powierzchnię, odgarniając włosy do tyłu.
- Nienawidzę Cię! - krzyknęła i odepchnęła mnie, wstając. Uśmiechnąłem się.
- Tak wyglądasz dużo ładniej. Zrobiłem Ci przysługę. - spojrzała na swój ubiór i zobaczyła, że jej koszulka prześwituje. Pokręciła głową, patrząc na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Zachowujesz się jak napalony dzieciak. Co Cię tak podnieca? Bo zobaczyłeś stanik przez koszulkę? To jak zachowasz się teraz? - powiedziała i przeciągnęła koszulkę przez głowę. Rozszerzyłem usta ze zdziwienia. Callie? Czy to Ty?
- Widzisz? To rozejrzyj się. Tu są TYLKO dziewczyny w stanikach. To tak zwany kostium, wiesz? I co? Nie otwierasz ust? Nie dziwi Cię to? Jak to? - milczałem, ale po chwili wybuchnąłem śmiechem.
- Jesteś śmieszna, jak próbujesz być wściekła. - odparłem, zanosząc się śmiechem. Wywróciła oczami.
- Nie próbuję. JA JESTEM WŚCIEKŁA. Przez Ciebie jestem cała mokra.
- Jak zawsze kiedy mnie widzisz. - uniosłem dwukrotnie brwi. Chlapnęła mi w twarz wodą i ruszyła w stronę brzegu, w ręce trzymając swoją mokrą koszulkę. Przy leżaku rozłożyła ją na piasku, a sama położyła się, poprawiła okulary na nosie i zwróciła twarz w stronę słońca. Teraz mogłem ją obserwować w staniku. A wygląda bardzo seksownie w staniku.


Po powrocie odbyły się wieczorne zajęcia. Te zajęcia są o wiele luźniejsze niż te poranne i popołudniowe. Na tych dziewczyny często udają, że dają koncert. My wszyscy jesteśmy publicznością, a jedna z nich stoi na środku, udając, że trzyma w dłoni mikrofon i daje się ponieść emocjom, przez jakieś trzy minuty. Czasami siedzimy w kółku, wybieramy piosenkę i dzielimy ją na sześć części, tak, żeby każdy zaśpiewał jedną. I tak przez całe dwie godziny. Wieczory to raczej zabawa. Rano zazwyczaj zaczynamy od różnych ćwiczeń na przeponę, a w tym czasie Callie ćwiczy różne piosenki, ponieważ ona nie ma problemu ze śpiewaniem przeponą. Pokazuję im też co robić, żeby się tak szybko nie męczyć, ponieważ w połowie piosenek brakuje im tchu i muszą robić przerwę, tam gdzie nie powinny. Zajęcia popołudniowe to głównie sprawdzanie czy dziewczyny robią to, czego uczą się rano. W sumie uczą się szybko, więc co chwilę znajduję inne ćwiczenia na to, z czym sobie nie radzą. Jednak ich śpiewanie przeponą to jest chyba problem nie do zwalczenia.
Dzisiaj wszyscy byli zmęczeni plażą, więc nikt nie dał koncertu, więc postawiliśmy na kółeczko. Dwie godziny minęły jak dwie minuty. Kiedy wszyscy wstali z podłogi, aby wyjść, uczyniłem to samo. I w momencie, gdy zobaczyłem, że Callie wychodzi ostatnia, szybko podbiegłem do niej i złapałem ją za nadgarstek, odwracając ją w swoją stronę. Sięgnąłem ręką za jej talię, odnajdując klamkę od drzwi i ciągnąc je, aż się zatrzasnęły. Cofnęła się, wpadając na nie i opierając się o nie. Oparłem się jedną ręką obok jej głowy, a drugą wciąż trzymałem na jej nadgarstku. Uśmiechnąłem się patrząc w jej brązowe oczy.
- Nadal mnie nienawidzisz? - roześmiałem się. Przełknęła ślinę i odwróciła wzrok. Wbiła go w ścianę po naszej prawej stronie.
- Tak. - szepnęła. Przeniosłem rękę z jej nadgarstka i użyłem jej do założenia kosmyku jej włosów za ucho. Wciągnęła powietrze. Znów się roześmiałem. Jej reakcje na mój dotyk były zabawne. Nie wiem komu próbowała wmówić, że jej się nie podobam - mnie, czy sobie? Schyliłem się i złożyłem pocałunek na jej szyi. Znów tak samo wciągnęła powietrze. Pocałowałem ją jeszcze raz i następny i kolejny. Pomrukiwała cicho, co wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Musnąłem jej szyję językiem, a wtedy zostałem odepchnięty.
- Zostaw mnie. - fuknęła, odwracając się. Podniosła rękę i skierowała ją w stronę klamki, ale znów odwróciłem ją za nadgarstek w swoją stronę. Na ułamek sekundy spojrzała na moje usta, a potem w moje oczy. - Czego chcesz? - warknęła, przez zaciśnięte zęby. Mój wzrok na chwilę zatrzymał się na czerwonej plamce na jej szyi. Nawet nie wiedziałem, że zrobiłem jej malinkę.
- Nadal nie zmieniłaś zdania, prawda? - muskałem wcześniej wspomnianą malinkę palcami.
- Nie. - pokręciła głową i złapała mój nadgarstek, odciągając go od siebie. Odwróciła się i tym razem wyszła z domku. Zaśmiałem się cicho i wróciłem po wszystkie moje kartki, a potem sam opuściłem domek. Poszedłem na kolację, ale nikt z nas tej kolacji nie dostał. Zamiast tego na stołówkę, tak jak  rano, wparował Brandon, z informacją, że dziś odbędzie się ognisko. Wyszliśmy więc ze stołówki i ruszyliśmy na plac gdzie wszystko było już gotowe - wystarczyło rozpalić ognisko. Tak też zrobiliśmy. Wszyscy usmażyli kiełbaski i po zjedzeniu ich poproszono mnie i Rikera o przyniesienie gitary i zaśpiewanie czegoś. Uczyniliśmy to. Zaśpiewaliśmy akustyczną wersje ,,Doctor, doctor". Później z racji, że to obóz muzyczny, śpiewaliśmy wszyscy razem. Samo ognisko skończyło się o 22:00. Humor Brandona był jakiś dobry, bo nie dość, że dziś nie mieliśmy połowy zajęć i ognisko, to postanowił zorganizować jeszcze  dyskotekę. Ja, Riker i kilku chłopaków z jego grupy wynieśliśmy ze stołówki wszystkie stoły i krzesła na zewnątrz. Inni przynieśli głośniki, a ktoś inny coś, z czego wylatywał dym w różnych kolorach. Puszczono muzykę, zgaszono światła, na których miejsce wstąpiły różne kolorowe światełka i sporo osób zaczęło tańczyć i się wygłupiać. Rowan porwała do tańca Rikera, który wydawał się nią zachwycony. Jak się okazało Mack nie wiadomo skąd przemyciła alkohol i sporo osób bez wiedzy Brandona było pod jego wpływem. Ja nudziłbym się na dyskotece, gdyby nie to, że pozwolono mi zajmować się muzyką. W końcu ktoś wcisnął mi alkohol, więc wypiłem jeden kubek, ale nic więcej.
- Idziemy do Twojego namiotu? - ktoś szepnął mi do ucha. Odwróciłem się. Nie kojarzyłem tej dziewczyny. Musiała być z grupy Sabriny. Ale nie przeszkadzało mi to. Była ładna i sama zapytała. Zaśmiałem się i zawołałem chłopaka, który przez całą dyskotekę próbował wkręcić się do laptopa. Był ogromnie ucieszony, kiedy wreszcie pozwoliłem mu zająć się muzyką. Wyszedłem z jadalni i ruszyłem za szatynką, która zamiast do mojego namiotu poprowadziła nas do innego - prawdopodobnie swojego.



______________________________
Nie umiem komentować moich rozdziałów, soł xD Chcę tylko zaprosić Was na bloga mojej przyjaciółki Dangerous Angel, gdzie głównym bohaterem jest ,,bad Harry Styles" XD
Mam nadzieję, że wpadniecie i czekam na wasze komentarze :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział piąty

- Ciszej! - szepnął Riker, kiedy wychodziliśmy z namiotu. Wszyscy już spali, a był piątek wieczór. Po prostu nie było opcji, żebyśmy nie wyszli dziś na imprezę. Po cichu wymknęliśmy się z namiotu i opuściliśmy obozowisko. Na szczęście przystanek autobusowy był niedaleko. Musiałem przyświecić tabliczkę telefonem, żeby cokolwiek zobaczyć. Kiedy byłem już zorientowany, kiedy przyjedzie nasz transport, dosiadłem się do Rikera na ławkę. W sumie nie znaliśmy okolicy, a o klubie mój brat wyczytał dopiero dziś w internecie, więc postanowiliśmy się na chwilę wyrwać. Kiedy wreszcie nadjechał nasz autobus, wsiedliśmy do niego i zajęliśmy miejsca na samym przodzie. Klub był oddalony od obozowiska jakieś pół godziny, ale nie zważaliśmy na to.

Kiedy wszedłem do środka, wydawało się, jakbym wszedł do innego świata. Dźwięk świerszczy i szum drzew zastąpiła głośna, dyskotekowa muzyka. Blade światła latarni zastąpiły intensywne, fioletowe i żółte światła. Pustą ulicę zastąpiła masa ciał ocierających się teraz o siebie na parkiecie. Lubiłem oba te światy. Zaraz po wejściu ruszyłem do baru, a Riker zaraz za mną. Nie wiedziałem, co tutaj jest dobre, więc i ja i mój brat poprosiliśmy o coś, co polecają. Zmarszczyłem brwi, kiedy barman postawił przed nami jakiś niebieski płyn.
- Co to jest? - zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi, bo mężczyzna się odwrócił. Napiłem się łyka alkoholu, a kiedy byłem w stanie stwierdzić, że jest to całkiem smaczne, wypiłem wszystko i zamówiłem jeszcze raz to samo. I tak kilka razy. W końcu jakaś dziewczyna wyciągnęła mnie na parkiet, więc zatańczyłem z nią i w sumie dobrze się bawiłem. A ona była ubrana. Nie w połowie ubrana. Ubrana! Mimo wszystko, przez prawie cały taniec nie zamieniłem z nią słowa. Moje myśli były rozbiegane w różnych kierunkach, a ja nie miałem siły, żeby je łapać, więc pozwoliłem im swobodnie uciekać. Zmęczony tańcem wróciłem do baru i zamówiłem znów kolejkę. W końcu zorientowałem się, że Rikera nie ma obok mnie. Dostrzegłem, że tańczy z jakąś szatynką prawie w tym miejscu, co ja przed chwilą. Kiwałem głową w rytm muzyki i popijałem kolejne łyki drinka. Nie wiem co to było, ale było cholernie smacznie.

- Kurwa. - jęknąłem, kiedy jakaś nieznana siła po raz kolejny ściągnęła mnie w bok, sprawiając, że uderzyłem w ścianę. - Gdzie jest Riker? - zapytałem powietrza, licząc, że mi odpowie. Może przynajmniej zrozumiało, bo sekundę później blondyn pojawił się przy mnie i bezpiecznie doprowadził mnie do przystanku autobusowego.
- Chyba jestem pijany. - powiedziałem całkiem poważnie, siedząc już na fotelu.
- Chyba? - Riker nie brzmiał jak pijany. Jak on to robi? Przewróciłem oczami. Chciałem być już w namiocie i pójść spać.

- Ross wstawaj, zaraz jest śniadanie. - poczułem jak ktoś mnie szturcha. Nie miałem siły wstać, czułem się bardzo źle. Ale nie dlatego, że miałem kaca. Bo go, o dziwo, nie miałem. Spróbowałem przełknąć ślinę, a moje gardło wydawało się płonąć. Dosłownie tak, jakbym połknął ogień. Czułem, że jeżeli się odezwę, będę cierpiał jeszcze bardziej. Moje oczy cholernie piekły, mimo, że wciąż miałem je zamknięte, a mnie było zimno, a spałem przecież w koszulce z długim rękawem, nakryty kołdrą po szyję.
- Sabrina... - szepnąłem, aby nie narażać gardła na jeszcze większy ból. - Powiedz Rikerowi, że nie idę na śniadanie.
- Dobrze się czujesz? Bo brzmisz, jakby ktoś ścierał coś papierem ściernym. - poczułem, że jej dłoń dotyka mojego czoła. - Matko, jesteś cały rozpalony! - zabrała dłoń tak szybko, jak ją tam położyła. Wciąż nie miałem ochoty otwierać oczu. Tak strasznie piekły! Chyba usnąłem, bo nie wiem co i czy w ogóle, mówiła coś później, ale obudziłem się, kiedy była u mnie pielęgniarka i mierzyła mi temperaturę. Okazało się, że mam gorączkę, więc podała mi jakieś leki na jej zbicie i tabletki do ssania na gardło. A kiedy o nich wspomniała, chciałem powiedzieć, że też mogę dać jej coś do ssania, ale to zbyt bolało, żebym mógł się odezwać. Nie wiem w sumie, co działo się cały dzień, bo go przespałem. Budziłem się tylko co kilka godzin, więc korzystałem z okazji i brałem tabletki na gardło, z nadzieją, że  jutro będę czuł się dobrze.
I tak było. No prawie - gardło wciąż mnie trochę bolało i byłem pewien, że wielu dźwięków na zajęciach nie uda mi się wyciągnąć, więc wpadłem na pewien pomysł.
- Riker? - uniosłem lekko powieki. Oczy mnie nie piekły.
- No?
- Mógłbyś dzisiaj pójść za mnie na zajęcia, a ja pójdę na Twoje? Gardło mnie jeszcze trochę boli.
- Spoko. - rzucił obojętnie. Odrzuciłem kołdrę i postawiłem nogi na zimnej podłodze. Sięgnąłem pod łóżko po buty, założyłem je i zdjąłem z półki potrzebne mi rzeczy. Poszedłem do łazienki i wziąłem odprężający prysznic, a potem ubrałem się i prosto z łazienki poszedłem na jadalnie. Przy stoliku nie odzywałem się ani słowem. Do Callie, bo mnie zdenerwowała, a do reszty, bo nie miałem ochoty. Cieszyłem się w sumie z tej zamiany z Rikerem, przynajmniej nie będę musiał patrzeć na tę dziewczynę. Wciąż nie rozumiałem, za co dostałem w twarz. Nic nie zrobiłem, to co powiedziałem to tylko propozycja.
  Niestety wiecznie nie mogłem jej unikać, bo w końcu przyszedł kolejny dzień i musiałem mieć zajęcia z ,,Rossers". Miałem nerwy, za każdym razem, jak usłyszałem głos którejkolwiek z dziewczyn. Nie wiem dlaczego. Tak jakoś.
- Po co tu jesteś? Ja Ci nie pomogę z takim głosem, może powinnaś odpuścić i zająć się tańcem, o ile potrafiłabyś się poruszyć, jak ktoś będzie na Ciebie patrzył. - Callie przygryzała wargę, a jej w oczach zebrały się łzy, gdy po raz kolejny ją skrytykowałem. Nic nie mówiąc odeszła na bok, a na jej miejsce przyszła Maia i teraz ona śpiewała swoją piosenkę.
- Lepiej brzmisz jak siedzisz cicho. - wywróciłem oczami, kiedy skończyła. Spojrzała na mnie z wyrzutem i skrzyżowała ręce na piersi.
- O co Ci chodzi, Lynch?! - podniosła głos, a ja gwałtownie podniosłem się z krzesła  i stanąłem przed nią. Była niższa ode mnie, więc musiała spojrzeć w górę, żeby ze mną rozmawiać. - Co Ty sobie myślisz? Przez całe pięć dni byłeś zachwycony głosem Callie, a teraz ją krytykujesz, mimo, że śpiewa pięknie. Nam też ciągle mówiłeś, że śpiewamy dobrze, a teraz nas wyzywasz. Nie wiem, czy coś Cię ugryzło na tej cholernej imprezie, bo tak wiem, że na niej byłeś, ale weź się ogarnij człowieku, albo wyjedź stąd, a my znajdziemy sobie kogoś innego do śpiewu. - prychnąłem, nie zwracając uwagi na jej słowa.
- I może jeszcze Ty będziesz uczyć ich śpiewu? Powodzenia.
- Uczyć? My umiemy śpiewać. Ty masz z nami tylko ćwiczyć. - Rowan i Taylor przytaknęły. Mack przyglądała mi się, a Callie siedziała cicho, z głową spuszczoną w dół. Wyszedłem z domku, trzaskając drzwiami. Mam już dość tych małolat. Słyszałem za sobą krzyk Mack, ale nie zamierzałem się zatrzymać, jednak ona mnie dogoniła. Starała się utrzymać moje tępo, ale i tak zostawała trochę w tyle.
- Ross, co się dzieje? - zapytała. Nie odpowiedziałem, więc ciągnęła dalej - One mają rację. Wszystko było w porządku. Nie wiem, czy zaszło coś między Tobą, a Jacob, ale...
- Kim? - w końcu się zatrzymałem i spojrzałem na nią.
- No Callie. Callie Jacob. Nie wiem o co, ale wiem, że się pokłóciliście. Uderzyła Cię niedaleko stołówki, więc widziałam, ale myślałam, że to nic poważnego. Nie obchodzi mnie, co złego znowu ona zrobiła, ale weź wyżywaj się na niej, a nie na nas wszystkich, bo przyjechałyśmy tu ćwiczyć nasz talent, a nie użerać się z Twoimi kaprysami.
- A ona niby nie przyjechała ćwiczyć talentu? - zmarszczyłem brwi.
- Przed chwilą stwierdziłeś, że go nie ma.
- Chyba tylko ktoś głuchy, albo zazdrosny, może stwierdzić, że go nie ma. Nawet jeżeli mnie wkurzyła i jej nie lubię, to nie znaczy, że nie umie śpiewać.
- No to do cholery przestań ją wyzywać i pracuj  normalnie. Łaski nie robisz, że tu jesteś. - odwróciła się i odeszła. Przewróciłem oczami i poszedłem do namiotu. Wziąłem z półki papierosy i poszedłem znów w głąb lasu. Chciałem choć chwilę posiedzieć w ciszy i nie myśleć o tych dziewczynach, które tak działają mi na nerwy. Niedługo jednak mogłem to robić, bo znów ktoś nieproszony zjawił się obok mnie. Czy one mnie śledzą?
- Przepraszam. - ledwo usłyszałem co powiedziała, bo jej głos był bardziej cichy, niż mój oddech. Uniosłem brwi, mierząc ją wzrokiem. - Nie powinnam była Cię uderzyć, miałeś rację.
- Wiem, że miałem. I wiem, że któraś z dziewczyn kazała Ci mnie przeprosić, bo Ty jesteś zbyt dumna by to zrobić. Z resztą nadal twierdzisz, że zrobiłaś dobrze. - wypuściłem dym z płuc.
- Racja, nie przeprosiłabym Cię za to. Należało Ci się i tyle, ale mam dość słuchania stęków Mack, że przez to, że nie umiem śpiewać one nie mogą normalnie pracować, więc chcę, żebyś dał już spokój i chociaż nie zwracał na mnie uwagi czy coś... - pierwszy raz słyszałem, żeby mówiła głośno. Po za tym w ogóle się przy tym nie czerwieniła i brzmiała na pewną siebie. Nie wiem, co Mack jej nagadała, ale to musiało być coś ostrego.
- Umiesz śpiewać. - zgasiłem papierosa. - Tylko, że mnie wkurzasz. Nikt nigdy mnie nie spoliczkował, mimo, że waliłem gorszymi tekstami. Przesadziłaś i tyle. - prychnęła.
- Jeżeli w całym swoim życiu podrywałeś tylko łatwe laski, które marzyły, żeby się z Tobą przespać, to co się dziwisz, że wystarczyło jedno słowo i szły z Tobą gdzie chciałeś?
- Też marzysz, żeby się ze mną przespać. - automatycznie odsunąłem się do tyłu, broniąc się przed jej atakiem. Ale on nie nastąpił. Spojrzałem na jej twarz, a nasz przyjaciel ,,rumieniec" znowu powrócił. Chciałem się zaśmiać, ale powstrzymałem się i na mojej twarzy pojawił się tylko zwycięski uśmiech. - Wiedziałem...wszystkie jesteście takie same. Nie możecie mi się oprzeć, ale nie dziwię wam się. Mnie się nie da oprzeć. - mrugnąłem. Uniosła dłoń, a ja zacisnąłem powieki, gotowy na porcję bólu. Uchyliłem jednak jedno oko, kiedy po raz kolejny uszło mi to na sucho.
- Wcale nie jesteś taki przystojny. - rzuciła, opuszczając rękę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej tak blisko, że prawie stykaliśmy się ciałami. Nachyliłem się nad nią, a uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy, kiedy zauważyłem, jak przechodzi ją dreszcz.
- A jaki jestem? - szepnąłem do jej ucha. Słyszałem jej szybki oddech, słyszałem jak przełykała ślinę, przysiągłbym, że słyszałem też, jak bije jej serce. Szum wiatru zagłuszył te dźwięki, rozwiewając przy tym nasze włosy i jej zwiewną, białą sukienkę. - Seksowny? Bardzo przystojny? Pociągający? - znów szeptałem do jej ucha, kiedy wiatr ustał. Prawie czułem jej ciarki. Przełknęła ślinę, usłyszałem to doskonale. Mój uśmiech był jeszcze szerszy, niż przed chwilą. Oblizałem wargi, a ona głośno wciągnęła powietrze, kiedy przygryzłem płatek jej ucha. Oczami wyobraźni widziałem jak płonie jej twarz. Niemal czułem, jak jej nogi uginają się i tak bardzo chciałem się roześmiać, na wspomnienie słów, że nie jestem przystojny, jednak jej ciało mówiło co innego, ale nie chciałem psuć atmosfery, którą zbudowałem. Przez długą chwilę słyszałem tylko jej oddech. Znów przełknęła ślinę. Pokręciłem głową. Wszystko, co robiłem, robiłem po za zasięgiem jej wzroku.
- Gdybyś zmieniła zdanie, wiesz gdzie mnie szukać. - ostatnie słowa wyszeptałem do jej ucha i zwinnie ją wyminąłem, wracając do namiotu i zostawiając ją samą.
Dobrze wiedziałem, że nie za takiego mnie miała. Wiedziałem, że na samym początku wzięła mnie za uroczego chłopca, którym nie jestem. Może się jej spodobałem (a raczej na pewno), a kiedy dowiedziała się, że jestem inny, niż jej się wydawało, zawiodła się. Jeżeli na coś liczyła, to się przeliczyła. To nie moja wina, że z pozoru wyglądam na romantycznego dżentelmena, a naprawdę jedyne związki jakie mnie interesują to te na jedną noc. I jakoś nie bardzo przejmowałem się, tym, że istniała szansa, że ją zraniłem. Przecież nie dawałem jej nadziei. Z resztą znamy się tylko pięć dni, więc jak mogła się chociażby zauroczyć?


Muszę przyznać, że nie podoba mi się ten rozdział, ale podoba mi się scena w lesie xD
Mógł być lepszy, ale nie jest, no :/

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział czwarty

- Ej, słuchasz mnie w ogóle, idioto? - głos Rikera wyrwał mnie z przemyśleń.
- No tak. Mów dalej. - odpowiedziałem trochę zdezorientowany, ale udawałem, że doskonale wiem, o czym mówił do mnie przez ostatnią godzinę.
- To co powiedziałem? - uniósł brwi, czekając, aż mu opowiem.
- No...że...po co mam mówić drugi raz to samo? - próbowałem się wykręcić, ale on tylko pokręcił głową.
- Dobra, nieważne. Lepiej mów gdzie zniknąłeś w środku nocy. Tak, słyszałem jak wychodziłeś. - westchnął i położył się na łóżku. Zmarszczyłem brwi i przyjrzałem mu się uważnie. Naprawdę? Szturchałem Go godzinę w nocy i rzucałem w niego poduszkami i nie wstał, w teraz słyszał jak po cichu wyciągałem trampki spod łóżka i wychodziłem na palcach z namiotu? Ten frajer nie spał, tak jak ja!
- Byłem zapalić. - powiedziałem wreszcie i wstałem z łóżka. Za chwilę zaczynały się kolejne zajęcia, więc znów szukałem wszystkich potrzebnych mi rzeczy.
- Yhy, paliłeś godzinę? - zapytał, ale nie uzyskał już odpowiedzi. Tak samo jak ja wstał i zabrał swoje rzeczy, a potem razem ruszyliśmy do domków. Rozstaliśmy się jednak, ponieważ nasze domki dzielił ten Sabriny. Kiedy wszedłem do środka wszystkie dziewczyny już czekały tylko na mnie.
- Okej, fajnie, że jesteście. - zacząłem. - No więc dziś poćwiczymy nad waszym śpiewaniem przeponą. Ponieważ zauważyłem, że wszystkie, prawie, popełniacie ten sam błąd i nie śpiewacie przeponą. To znaczy...Callie Ty nie musisz. Robisz to dobrze, więc my po prostu poćwiczymy nad jakąś piosenką, okej? - zarumieniona pokiwała głową. Odeszła na bok, a ja rozdałem reszcie dziewczyn kartki papieru.
- Dobra, to chyba najpopularniejsze ćwiczenie jakie znam i jestem pewien, że Wy też je znacie. Stańce wyprostowane, ale swobodnie. Połóżcie jedną swoją dłoń na brzuchu, a drugą trzymajcie kartkę, tylko ustawcie je w odległości około 20 cm od Waszych ust. I teraz nic trudnego, po prostu wykonujcie na przemian szybkie i wdechy i krótkie, ale intensywne wydechy. Szybkie wydechy wykonujcie tak, żeby pracować brzuchem i stopniowo zwiększajcie tępo wydmuchów. A i jeszcze ważna rzecz: przy wydychaniu nie wydmuchujcie całkiem zebranego powietrza, tylko zostawcie sobie mały zapas. Róbcie to swobodnie i bez jakiegoś wysiłku,  jasne? - po wytłumaczeniu dziewczynom wszystkiego wróciłem do pianina, na którym coś przygrywała Callie, ale szybko wstała, kiedy pojawiłem się obok niej. Wywróciłem oczami. Już myślałem, że choć trochę się przełamała.
- Dobra, Callie, pewnie wiesz, że masz idealny głos do rocka, prawda? - zacząłem. Niepewnie przytaknęła. - No więc to chyba jasne, że nie pozwolę Ci śpiewać nic innego? - roześmiała się. Byłem tak zdziwiony, że gwałtownie przeniosłem wzrok z pianina na nią, na co ona od razu spuściła głowę. Oblizałem wargi, zdając sobie sprawę, że to przez moją reakcję to zrobiła. - Callie... - podniosła wzrok i uśmiechnęła się. - od dwóch dni po raz pierwszy widzę u niej uśmiech. Nie chcę wyjść na mięczaka, bo nim nie jestem, ale to naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Bo miała ładny uśmiech. Odwzajemniłem go więc. - Co chcesz zaśpiewać? - zapytałem w końcu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i napotkałem spojrzenie Mack, ale gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały ona odwróciła wzrok.
- Sama nie wiem, może poćwiczę tę piosenkę, którą dziś śpiewałam?
- Jasne, możemy poćwiczyć, ale masz jeszcze jakieś piosenki w zanadrzu? - zaśmiałem się.
- Właściwie to...ja...mam zeszyt i piszę w nim swoje piosenki, ale nie są dobre. - założyła kosmyk włosów za ucho.
- Masz ten zeszyt przy sobie? - wyciągnęła z torebki gruby, brązowy zeszyt i podała mi go. Wszystkie te piosenki były dobre, ale jedna szczególnie zwróciła moją uwagę. - Zaśpiewaj to. - pokazałem jej tytuł piosenki. Przytaknęła i zaczęła śpiewać, tym swoim mocnym głosem. Słowo daję, nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby ktoś tak śpiewał. Wpatrywałem się w tekst piosenki i słuchałem jej cudownego głosu.
- Have you seen that man?
Broken pieces of his plan
Taken by the wind
To the place where you have been
Corner of the room
I think I saw your brother moon
He came out of the grey
He was sad, but that's okay

Windmill,
Are you still afraid of nothing?
(is the wind still your friend?)
Are you still afraid of something?
(is it you who command?)
Are you still afraid of wind?
Oh, Windmill,
You're a place where I can cry
(If I want, when I'm sad)
You're a place where I can lie
(when I'm tired, when I'm down)
You're a place where I can die ***

Chciałem jęknąć z niezadowolenia, kiedy skończyła, ale nie zrobiłem tego. Przeniosłem na nią swój wzrok i obserwowałem jak niepewnie unosi powieki do góry. Przyjrzała mi się i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że czeka na moją opinię. Zamknąłem zeszyt i podałem jej go.
- Nie wiem po co tu jesteś Callie... - otworzyła usta i zauważyłem, że przełyka ślinę. - Nie potrzebujesz żadnych lekcji, żeby zrobić karierę. Masz talent... - przerażenie na jej twarzy zastąpiła radość i, jak zwykle, zawstydzenie. Przewróciłem oczami na widok jej rumieńców. Musiałem zrobić coś, żeby nabrała pewności siebie.


                                                                        ***
- Ross błagam Cię wyjdź, potrzebuję Cię. - słyszałem głos Mack, kiedy uderzała o drzwi od kabiny prysznicowej.
- Wiesz gdzie ja to mam? Mnie każdy potrzebuje. Myje się przecież, ja walę. - krzyknąłem, a ona ucichła. Kolejny gorący strumień wody oblewał właśnie moje ciało.
- Dobrze. Jak skończysz to przyjdź proszę do namiotu. - usłyszałem, że się oddala. Odetchnąłem wreszcie i powoli zakręcałem wodę. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy chłodny wiatr owiał moje ciało. Sięgnąłem po ręcznik i wytarłem się dokładnie i ubrałem znów w jakieś dresy do spania.
Prosto z łazienki ruszyłem do namiotu ,,Rossers", żeby dowiedzieć się, o co znów chodziło.
- Co jest? - zapytałem, opierając się o jedno z łóżek.
- One twierdzą, że jesteśmy razem, Ross. Proszę pomóż mi im wyjaśnić, że się mylą. - poprosiła Mackenzie. Wywróciłem oczami.
- Tylko po to mnie wołałaś? Ja nie mogę, nie mogłem się wykąpać w spokoju o taką głupotę? Nie jesteśmy razem i nigdy nie byliśmy, nie wiem, co sobie wymyśliłyście. - powiedziałem oschle i wyszedłem z namiotu, ruszając do swojego i pozostawiając dziewczyny w kompletnym osłupieniu. Czego się spodziewały? Że będę im w cudownie miły sposób wyjaśniał, co zaszło między mną a Mack i mam ją tak naprawdę gdzieś? To się pomyliły.



 Wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem, kiedy po przebudzeniu się, zobaczyłem Rikera wysmarowanego pastą, który nie miał o tym w ogóle pojęcia. Ten, kiedy zorientował się, że już nie śpię, przeniósł swój wzrok na mnie i zareagował tak samo jak ja. Przestałem się śmiać i zerwałem się na równe nogi, wiedząc co to oznacza.
 - Masz całą twarz w paście. - rzuciłem w progu namiotu i udałem się do łazienki. Spojrzałem w lustro i pokręciłem głową. Cała moja twarz była biała. Cała! Dobre piętnaście minut zajęło mi zmywanie tego wszystkiego. Kiedy byłem już całkowicie czysty, umyłem zęby i poszedłem na stołówkę, ponieważ zaraz miało być śniadanie. Przy moim stoliku już dawno siedziały ubrane i ogarnięte dziewczyny. Czy one wstają o 6, żeby na 7 już być ubrane i pomalowane? Że im się chce. Rozejrzałem się dookoła. Riker, Sabrina i ich grupy też były ubrane. Okazało się, że tylko ja jestem tutaj w samych dresach, bez koszulki i w potarganych włosach, ale jakoś nie zwróciłem na to uwagi. Jeszcze raz spojrzałem na mój stolik. Tak bardzo chciałem znów doprowadzić Callie do tego jej zawstydzenia, że zająłem miejsce obok niej. Dziewczyna od razu spuściła głowę tak, że jej włosy zakryły jej twarz. Przygryzłem wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. To było takie żałosne i zabawne. Po raz kolejny napotkałem na sobie spojrzenie  Mack, ale tym razem nie odwróciła wzroku. Uśmiechnęła się do mnie, ale ja odwróciłem się w stronę stoliku Rikera, całkiem ignorując jej gest.
I to co zobaczyłem przy stoliku Rikera zwaliło mnie z nóg. No niedosłownie, bo przecież już siedziałem. Przy jego stoliku właśnie rozpoczęła się bitwa na jedzenie. Wywróciłem oczami, kiedy kawałek chleba trafił w Taylor. Ta nie pozostała dłużna winowajcy i wystrzeliła z łyżki sałatkę, trafiając przy tym w Sabrinę. Sabrina natychmiast odłożyła na talerz widelec, który już miała przy ustach i rzuciła w stronę naszego stolika kawałkiem pomidora. Odwróciłem się w stronę Callie, zdając sobie sprawę, że zniknęła. Szybko domyśliłem się, gdzie się ukrywa, więc wślizgnąłem się pod stół, gdzie oczywiście zastałem ją skuloną i czekającą na koniec walki na jedzenie.
- Nie weźmiesz w tym udziału? - pokręciła głową.
- Wiesz w czym możesz wziąć udział? - spojrzała na mnie pytająco.
- Teraz wszystkie namioty i łóżka są wolne. - uniosłem dwukrotnie brwi, a jej twarz poczerwieniała tak bardzo, jak ten pomidor, którym rzucała Sabrina. Spodziewałem się tej reakcji, ale nie spodziewałem się tego co zrobiła później - jej dłoń uderzająca w mój policzek sprawiła mi niemały ból. Złapałem się za bolące miejsce, kiedy ona dyskretnie wysunęła się spod stołu i opuściła jadalnię.
Teraz przesadziła. Zwykłe ,,nie" by wystarczyło, ale nikt nie będzie mnie bił! Wybiegłem z jadalni i szybko ją dogoniłem. Złapałem za jej nadgarstek i odwróciłem w swoją stronę.
- Co to miało być?! - warknąłem.
- Należało Ci się za ten tekst. - odpowiedziała, a w jej oczach zebrały się łzy. O, czyli kolejna rzecz, której dowiadujemy się o naszej idealnej dziewczynce - kiedy się boi, płacze.
- Wystarczyło powiedzieć ,,nie". Za kogo Ty mnie masz?! Nie będziesz mnie biła, rozumiesz?! - krzyknąłem, a ona przytaknęła, wyrywając się z mojego uścisku. Odwróciła się i szybko odeszła, a ja nie miałem zamiaru jej gonić. Wszystko to, czym mi zaimponowała było teraz niczym w stosunku do tego, czym mnie zdenerwowała. Przesadziła. Nigdy nie pozwolę, żeby jakaś dziewczyna mnie uderzyła, a już na pewno nie szara myszka, która czerwieni się, gdy tylko się do niej odezwie.




----------------------
Hehe taki zwrot wydarzeń.
* Piosenka jest autorstwa zespołu Lor, nie moja, ale uwielbiam ją i po prostu musiałam ją tu wstawić! Polecam przesłuchania ich wszystkich piosenek, a tutaj link do tej konkretnej Windmill. Dziewczyny mają ogromny talent, a są jeszcze młode ^^. No i oczywiście oryginał piosenki jest spokojny i powolny,  tutaj Callie śpiewa to o wiele mocniejszymi dźwiękami, więc to jedyna różnica xdd

Rozdział trzeci

Można tylko wyobrażać sobie to, jak bardzo byłem zły, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Tutaj były namioty! Nie domki, namioty! Przez miesiąc miałem spać na czymś, co wyglądało jak hamak. W środku czegoś, co było tylko przykryte jakimś grubym materiałem. Do tego publiczne łazienki. To było chore. Przecież ja tutaj dnia nie wytrzymam. Spojrzałem przelotnie na Rikera, który jakoś nie bardzo się tym przejął. Na szczęście byłem w  namiocie z nim. Nauczycielem od instrumentów była dziewczyna, więc miała swój osobny namiot. W środku tych ,,małych mieszkanek" były 2 dwupiętrowe łóżka. Jedno po prawiej stronie od wejścia, drugie po lewej. O ile tak to można nazwać. To był kawałek materiału, powieszony na metalowych rurkach. Obok łóżek było coś na kształt szafki z pięcioma drewnianymi półkami. Załamany usiadłem na dolnym łóżku po prawej stronie. Riker też zajął miejsce na dole, tylko po lewej. Byłem trochę zdziwiony tym, że brat w ogóle nie narzekał. Wyglądało to tak, jakby mu było całkiem obojętne gdzie śpimy. Zaraz po wejściu do namiotu otworzył swoją walizkę i zajął dwie pierwsze od góry półki, co mnie zdenerwowało.
- I co ja mam teraz kucać za każdym razem, kiedy będę chciał coś zdjąć? - wyrzuciłem ręce, stając obok niego, kiedy wciskał swoją pustą walizkę pod łóżko.
- Trzeba było od razu zająć górną, a nie leżeć na łóżku i narzekać jakie masz okropne życie, bo musisz spać w namiocie. - powiedział i położył się na łóżku. Przemilczałem to co powiedział, bo nie miałem zamiaru się z nim teraz kłócić. Jeszcze tego było mi trzeba. Otworzyłem moją walizkę i wyjąłem z niej tyle rzeczy ile udało mi się za jednym razem i położyłem je na półce. Odwróciłem się po kolejne ubrania, kiedy usłyszałem za swoimi plecami trzask i chwilę później mocne uderzenie czegoś o podłogę. Przełknąłem ślinę i zamknąłem oczy, powoli odwracając się na pięcie.
- Co do...?! Riker, ja tu nie wytrzymam, za chwilę rozwalę cały ten namiot! - krzyknąłem patrząc na półkę, która leżała na ziemi, a moje ubrania już nieposkładane leżały obok niej.
- Widzę, że już się rozpakowujecie chłopcy. - uśmiechnięty mężczyzna stanął obok mnie i wyciągnął do mnie rękę. - Brandon Cameron, organizator obozu.
- Aha, czyli to Pan wymyślił to całe gówno? Wasze półki się rozpadają, łóżka to kawałek materiału i w ogóle namioty? Co Panu strzeliło do głowy? - Facet zmarszczył brwi i spojrzał na Rikera, który patrzył na mnie zdenerwowany.
- Zorganizowałem taki obóz, jaki był za moich czasów. Z tego co wiem od zawsze na obozach śpi się w namiotach, domki to już jakiś wymysł rozpieszczonej młodzieży. Przepraszam za usterkę, zaraz przyślę kogoś kto naprawi tę półkę.
- Pana czasy były chyba przed tym jak mieszkało się mieszkaniach. - rzuciłem pod nosem, a Riker zerwał się z łóżka.
- Bardzo Pana przepraszam, brat jest zmęczony i tak reaguje, tak naprawdę bardzo się cieszy, że tu jest. Odkąd dowiedział się, że wyjeżdżamy mówi tylko o tym. - jak zwykle nas uratował. Przeprosiłem Brandona i podałem mu rękę. Nie zrobiłbym tego, ale wtedy Riker nie dałby mi spokoju.
Kiedy Cameron wyszedł zebrałem  z podłogi ubrania i poskładałem je, a dziesięć minut później przyszedł inny mężczyzna, który naprawił nasz kawałek drewna. Poukładałem na nim ubrania i tak samo jak mój brat zmieściłem się na dwóch półkach, a pustą walizkę położyłem na górnym łóżku.


Ponieważ był to pierwszy dzień, a w dodatku już wieczór, nie było żadnych zajęć. Przed kolacją jedynie ja, Riker i Sabrina, bo tak miała na imię nauczycielka gry na instrumentach, dostaliśmy listę uczniów z naszych grup. Mogło się to wydawać zabawne, ale po porównaniu wszystkich list okazało się, że w mojej grupie znajdują się same dziewczyny, co trochę mnie zdziwiło, ale nie aż tak, jak mnie ucieszyło. Chciałem wyśmiać Rikera, który patrzył na mnie zazdrosny, ale nie chciałem robić tego przy Sabrinie i Brandonie. Potem dowiedzieliśmy się, że przez cały ten czas mamy ćwiczyć z uczestnikami jak najwięcej układów, piosenek i tego wszystkiego, a tydzień przed końcem stworzymy 5 zespołów, ponieważ w każdej grupie jest po 5 osób. Po prostu weźmiemy po jednej osobie z każdej grupy i złączymy ze sobą trzy osoby, które najlepiej do siebie pasują. Ostatniego dnia, podczas finału, wszystkie zespoły pokażą czego się nauczyły, a jury czyli nauczyciele + Brandon wybierze zwycięzców. Do tego dostaliśmy plan na cały miesiąc. Niektóre dni były wolne od zajęć i w tych dniach były jakieś wycieczki. Muszę przyznać, że nie będzie tak źle, jak się wydawało, nie będę musiał wcale jakoś ciężko pracować.

Po całym zebraniu odbyła się kolacja. Brandon postanowił, żebyśmy odnaleźli swoje grupy i usiedli z nimi przy stoliku, żeby się już z nimi zapoznać. Ja się cieszyłem, w końcu miałem siedzieć przy stoliku z pięcioma dziewczynami. Usiadłem więc przy jednym, długim, drewnianym stole i przeglądałem twittera, czekając na moją grupę. Pierwsze dwie dziewczyny przyszły bardzo szybko. Blondynka i szatynka podeszły do stolika. Jasnowłosa pewnie wyciągnęła do mnie rękę i przedstawiła się:
- Mackenzie, ale możesz mi mówić Mack. - uśmiechnęła się.
- Ross. - uścisnąłem jej rękę.
- Tak wiem, nie musisz się przedstawiać. R5 to najlepszy zespół świata. - mówiła udając obojętną, ale ciężko było jej ukryć podekscytowanie. - To jest Callie. Ma 16 lat i jest nieśmiała, o R5 nie ma żadnego pojęcia. - przedstawiła swoją koleżankę. Podałem jej rękę, a ta zarumieniła się od razu i spuściła wzrok. Przewróciłem oczami. Jak można być tak nieśmiałym, żeby wstydzić się uścisnąć komuś rękę? Już i tak nie biorę pod uwagę faktu, że dziś jeszcze nie powiedziałem żadnego komentarza w moim stylu i byłem miły. Nie rozumiałem czemu ładne dziewczyny są takie niepewne siebie. Dużo traciły. Usiadłem przy stole, a Mack zajęła miejsce obok mnie. Callie usiadła naprzeciwko nas. Pokręciłem głową na boki i odwróciłem się w stronę blondynki. Rozmawiałem z nią przez całą kolację. Z nią i trzema dziewczynami, które do nas doszły: Taylor, Rowan i Maia. Wszystkie były tak samo rozgadane jak Mackenzie. Jedynie Callie przez całą kolację miała wzrok utkwiony w swoim talerzu i nie odezwała się ani słowem. Dowiedziałem się, że prawie wszystkie dziewczyny są ode mnie młodsze: Taylor i Rowan miały 18 lat, Maia 17, Callie 16, a Mack była w moim wieku. Po kolacji każdy rozszedł się do swoich namiotów.
- I jak twoja grupa? Są normalni? - zapytałem Rikera, kiedy wybierał z półki ubrania na wieczór.
- Są spoko, ale bałem się jak to z nimi będzie jak ich zobaczyłem. I tak nie ogarniam czemu Ty masz pięć dziewczyn, a ja jedną. - oburzył się. Wybuchnąłem śmiechem. Naszą rozmowę po raz kolejny dziś przerwał Brandon.
- Chłopcy, wiem, że pewnie chcecie się już zająć sobą, ale prosiłbym, żebyście przeszli się do namiotów waszych grup i przedstawili im plan zajęć, oraz chciałbym, żebyście wymyślili nazwy waszych podopiecznych. - powiedział i wyszedł. Spojrzeliśmy na siebie z Rikerem zdenerwowani. Przez cały ten czas nie było ani chwili, żeby położyć się na łóżku i posiedzieć, czy zrobić cokolwiek na co mieliśmy ochotę. Mój brat, który stał bez koszulki, założył ją na siebie i razem ruszyliśmy do naszych grup. Jakoś nie zdziwiłem się, kiedy wszedłem do namiotu, że to właśnie Callie zajmuje jedno z łóżek sama. Usiadłem obok niej, ponieważ tam było najwięcej miejsca i zaraz zrobiła się cała czerwona. No kurde to mnie irytowało! Wszystkie dziewczyny usiadły na łóżkach i przyglądały mi się z uwagą. Przedstawiłem im cały plan zajęć, który wcześniej dostałem od Camerona. Nastolatki zgodziły się na niego, bo w sumie nie miały innego wyjścia.
- Dobra, dziewczyny, jeszcze mamy wymyślić nazwę naszej grupy, więc zróbcie to. - rzuciłem znudzony. Naprawdę chciałbym już odpocząć.
- Może Rossers? Jesteś naszym wychowawcą w końcu. - zaproponowała Taylor. Wzruszyłem ramionami.
- Może być. - powiedziałem i wyszedłem. Wróciłem do swojego namiotu i od razu położyłem się spać. Kiedy wróciłem Rikera jeszcze nie było, ale nie miałem siły na niego czekać.

Po raz piąty przewracałem się z boku na bok, nie mogąc usnąć. Słyszałem wszystko, co działo się na zewnątrz, na dodatek było chłodno i czułem, jakbym spał na dworze. Zdenerwowany i znudzony moją bezsennością odgarnąłem kołdrę i wyjąłem spod łóżka moje czarne trampki. Założyłem je i wstałem, wrzucając do tylnej kieszeni spodni dresowych paczkę papierosów. W sumie może nie było się co dziwić, że było mi zimno, skoro leżałem bez koszulki. No trudno. Wyszedłem z namiotu i ruszyłem przed siebie. Nawet nie zdałem sobie sprawy, kiedy już byłem w środku ciemnego lasu. Wyjąłem z tylnej kieszeni paczkę, a z niej papierosa, później kartonik schowałem znów w to samo miejsce co wcześniej i usiadłem na ziemi, opierając się o przewrócony pień drzewa. Odpaliłem papierosa i włożyłem go do ust zaciągając się.
- Poczęstujesz? - usłyszałem czyiś głos i bardzo powoli odwróciłem się w tę stronę. Ku mojemu zdziwieniu stała obok mnie Mackenzie. Była ubrana tylko w jakąś długą koszulkę i trampki, a swoje długie blond włosy związała w koka. Przeniosłem ciężar ciała na jedną nogę i po raz kolejny wyjąłem z kieszeni papierosy, wyciągając je w jej stronę. Wyjęła jednego, a następnie podałem jej zapalniczkę. Odpaliła papierosa i usiadła obok mnie.
- Nie jesteś tym grzecznym chłopcem za którego wszyscy Cię mają. - wybuchnęła śmiechem, a ja przewróciłem oczami, gasząc papierosa na ziemi. - Właśnie poczęstowałeś swoją uczennicę papierosem. - wzruszyłem ramionami. Czy jeżeli ktoś by się o tym dowiedział to już by mnie wywalili? Chyba nie. Nie rozmawiałem z blondynką, ale ona chyba nie zamierzała odpuszczać.
- Nie jest Ci zimno z odsłoniętą całą klatą? - zapytała i zgasiła papierosa, jak ja przed chwilą.
- A Tobie z odsłoniętą dupą? - zapytałem w końcu, trochę zirytowany tymi jej pytaniami. Oczekiwałem uderzenia w twarz, ale ona się roześmiała. Odwróciłem twarz, żeby spojrzeć jej w oczy. Chciałem zobaczyć, czy czegoś nie brała, albo nie piła, ale nic takiego nie zobaczyłem. Dziewczyna na ułamek sekundy przeniosła wzrok na moje usta, a chwilę później złapała mnie jedną ręką z kark i przyciągnęła do siebie. Drugą rękę wplątała w moje włosy i wbiła swoje usta w moje. Bez zastanowienia odwzajemniłem pocałunek, a chwilę później przeniosłem ją tak, żeby leżała. Zawisłem nad nią i cofnąłem lekko głowę do tyłu, kiedy znów próbowała mnie pocałować. Wyplątała rękę z moich włosów i już chciała dotknąć nią mojej twarzy, ale złapałem ją za nadgarstek i przygwoździłem do ziemi. Uśmiechnęła się i drugą ręką jednym sprawnym ruchem zsunęła ze mnie spodnie razem z bokserkami. Z jej drugą ręką zrobiłem to co z pierwszą. Nie mogłem pozostać jej dłużny, więc na sekundę puściłem jedną jej rękę i także jedną ręką zsunąłem jej bieliznę i rzuciłem obok nas. Wszedłem w nią gwałtownie, na co wydała okrzyk i odgięła głowę do tyłu. Powoli wszedłem głębiej, przy czym towarzyszył jej tylko stłumiony jęk. Nie zważając na nic zacząłem poruszać się w niej najszybciej i najmocniej jak potrafiłem. Jej jęki wydawały mi się zbyt głośne, więc pocałowałem ją, żeby ją uciszyć. Nie chciałem przecież obudzić całego obozowiska i doprowadzić do tego, żeby zaraz się tu ktoś pojawił. Kiedy poczułem, że jest blisko szczytowania przestałem się poruszać, na co stęknęła niezadowolona. Chciałem się z nią podrażnić.
- Ross..co Ty robisz? - zdyszana ledwo wypowiedziała to pytanie. Uśmiechnąłem się, zdając sobie sprawę, jak bardzo mnie pragnie. Znów poruszałem się w niej w takim tempie jak na początku, a jej jęki dodawały mi energii. Wreszcie oboje szczytowaliśmy. Jęknąłem, opadając na nią, a ona skaleczyła trochę moje imię. Wyszedłem z niej po chwili i stanąłem na równe nogi. Podciągnąłem spodnie, a widząc jej bieliznę, schyliłem się i podniosłem ją, chowając do tylnej kieszeni spodni.
- To cześć. - powiedziałem i odwróciłem się, odchodząc, kiedy ona wstawała z ziemi.


- Okej, słyszałem już wasze głosy razem, ale chciałbym jeszcze usłyszeć jak śpiewacie solo, dobra? - rzuciłem i przeszedłem wzrokiem po wszystkich dziewczynach. Zatrzymałem się na oczach Callie, w których malowała się panika. Wiedziałem, że nie namówię jej, żeby zaśpiewała teraz przed piątką osób. - Callie, chcesz zaśpiewać bez reszty dziewczyn? - zapytałem unosząc brwi. Ta tylko przytaknęła, więc postanowiłem, że zaśpiewa na samym końcu.
- W takim razie wszystkie chcemy śpiewać sam na sam z Tobą. - powiedziała Taylor, a wszystkie dziewczyny jej przytaknęły. Westchnąłem, ale zgodziłem się. Wszyscy wyszli, a pierwsza zaśpiewała pomysłodawczyni.
- Co konkretnie mam zaśpiewać? - zapytała uwodzicielskim tonem i nachyliła się przede mną tak, że idealnie widziałem jej piersi. Chciało mi się śmiać, ale nie narzekałem. Odwróciłem jednak wzrok i spojrzałem na pianino, przy którym siedziałem.
- Coś w czym czujesz się dobrze, nie wiem. Cokolwiek. Chcę tylko zobaczyć jaki masz głos. - przytaknęła i zaśpiewała kawałek piosenki, której wcześniej nie słyszałem. Jej głos był delikatny i najbardziej pasował mi do popu. Już miałem wizję jak będzie wyglądał jej zespół, a nawet pomysł na piosenkę, przy której pisaniu będę miał jej pomagać. Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się. - Możesz zawołać następną osobę. - powiedziałem, a Taylor wyszła i zaraz po niej pojawiła się Mack. Uśmiechnęła się na mój widok i pierwsze co to wyciągnęła rękę w moją stronę. Wiedziałem o o jej chodzi, więc zaśmiałem się.
- Ross, to nie jest zabawne, musiałam wczoraj tak wracać do namiotu. - powiedziała. Przytaknąłem, wciąż nie oddając jej tego, na co liczyła.
- Zostawiłem je w namiocie, nie będę wszędzie chodził z Twoim majtkami. - roześmiałem się. - Przyjdź po nie potem. A teraz śpiewaj. - zaczęła śpiewać ,, Lightning Strikes". Chciałem się roześmiać po raz kolejny, ale nie chciałem jej przeszkadzać. Miała podobny głos do Rydel, więc doskonale sprawdziła się w jej piosence. Głosy Rowan i Mai także niczym się nie wyróżniały, były zwyczajne. Prawie zapomniałem o tym, że w mojej grupie jest też Callie i już miałem wychodzić z domku (zapomniałem wspomnieć, że są tu jednak trzy domki, po jednym dla każdej grupy. W sumie mogłem przynieść tu łóżko i tu spać), kiedy w progu drzwi pojawiła się ona. Usiadłem z powrotem przy pianinie, obserwując co robi. Ustawiła się przede mną i nabrała głośno powietrza. W sumie to było zabawne, że tak się wszystkiego wstydziła. Mimo  wszystko była ładna. Mogłem się z nią świetnie bawić, ale nie. Dlaczego nie ma charakteru jak Mack?
- No dalej. Nie stresuj się tak. - rzuciłem trochę znudzony, kiedy wciąż stała cicho. Zamknęła oczy i wydała z siebie pierwszy dźwięk. To było niesamowite. Wydawała się tak cicha. Wydawało się, że ona nawet nie potrafi śpiewać! A tym czasem ona miała najlepszy głos z nich wszystkich. Chciałem zacząć klaskać, kiedy skończyła nieznany mi utwór klasycznego rocka, jednak coś mi nie pozwalało.
- No i czym się stresowałaś? Jest okej. - okej? Człowieku, takie słowa podziałają na nią jak ,,nie umiesz śpiewać, weź stąd wyjdź". Przeniosła swój wzrok z podłogi na mnie i wyszła z domku. Ja pozbierałem wszystkie kartki i podążyłem jej śladami. Zamknąłem domek i poszedłem do swojego namiotu, w którym Riker ekscytował się jak dobrzy są jego uczniowie.

środa, 29 lipca 2015

Rozdział drugi

Jeszcze przed rozdziałem chcę podziękować za komentarze pod poprzednim, jejku, tak się zdziwiłam jak zobaczyłam trzy komentarze :o Wiem, że jeżeli porównywać do innych blogerek to to jest nic, ale ja zawsze jak zaczynałam pisać, to co najmniej pierwsze 5 rozdziałów miało zero komentarzy, a tu taka niespodzianka. Tak, dla mnie trzy to dużo, jakby ktoś pytał czym się fascynuję XD


- Riker, frajerze. - szepnąłem, szturchając go delikatnie. Nigdy nie widziałem człowieka z takim snem! Przecież tu mógłby przejechać czołg, a on by tego nie słyszał i spał dalej. Szturchnąłem go raz jeszcze, tym razem mocniej, na co dostałem w twarz poduszką. Próbowałem odsunąć się od uderzenia, co sprawiło, że spadłem z łóżka i wylądowałem na podłodze.
- No cholera, tego już za wiele. - warknąłem i wstałem, podnosząc poduszkę i okładając nią z całej siły blondyna. 
- Au, dobra, wstaje, zostaw mnie palancie! - syknął, popychając mnie i sprawiając, że spotkałem się z podłogą po raz kolejny. Westchnąłem i podniosłem się, spoglądając na niego ze zmrużonymi oczami. - Na co się gapisz? Mów i wyjdź stąd, chcę spać. 
- Już wiem co zrobimy. - uśmiechnąłem się chytrze, a ten spojrzał na mnie pytająco. Przewróciłem oczami. Jak można być tak niekumatym? - No z obozem! No bo spójrz...może nie będziemy tam mogli chodzić na imprezy...ale zawsze można je organizować. Po za tym, możemy po prostu zachowywać się tam, tak jak tutaj i sami nas odeślą. Wtedy Rydel nie może być wściekła, bo przecież nie nasza wina, że nas wywalili i nie możemy wrócić, hę? - uśmiech nie schodził mi z twarzy. Riker milczał, przyglądając mi się ze zmrużonymi oczami, jakby za chwilę miał zapytać, czy dobrze się czuję. Jego wzrok na chwilę przeniósł się na zegar i znów na mnie. 
- Nie mogłeś mi tego powiedzieć rano, tylko budzisz mnie po to o 4? - zapytał po długiej ciszy i znów opadł na poduszki, nakrywając się kołdrą pod samą szyję. 
- Nie stary, bo myślę o tym całą noc. - odpowiedziało mi chrapanie. Westchnąłem i wróciłem do swojego pokoju.



   W mojej walizce lądowały kolejne ubrania losowo wybrane z szafy. Rydel, Ellington i Rocky są sobie na zakupach, a ja i Riker musieliśmy w taki upał zostać w domu i się pakować. Na dodatek mamy osobne pokoje, więc, nawet nie mam z kim rozmawiać. W moim pokoju rozbrzmiewała piosenka Walk the Moon - Shut up and dance, kiedy stałem przy szafie, zastanawiając się, co powinienem zabrać na cały miesiąc. Podrapałem się po głowie, opadając na łóżko. Spojrzałem na moją walizkę, w której panował totalny bałagan. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że nie pakowałem się jak człowiek, tylko stojąc tyłem do walizki rzucałem w nią ubraniami, które mogą się przydać. Wiele ciuchów leżało na podłodze, biurku, na łóżku. Za to tylko jedna koszula wylądowała w walizce. Dwie, jeżeli liczyć tę, która zatrzymała się na zamknięciu torby. Westchnąłem, obserwując bałagan panujący w pomieszczeniu. No cholera, Delly sobie coś wymyśliła, a ja mam to wszystko ogarniać. Ona i Ellington powinni nas spakować. Mogliby chociaż załatwić, żebyśmy brali udział w tym obozie, ale jako uczestnicy, a nie wychowawcy. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy wyobraziłem sobie mnie i Rikera usiłujących uciszyć drące się dzieci, które myślą, że mogą wszystko. Podniosłem się do pozycji siedzącej, gdy drzwi do mojego pokoju się uchyliły. Stała w nich moja siostra, z otwartymi szeroko ustami i trzymająca się za głowę, którą kręciła ciągle na boki. Chciałem zapytać, czy już wrócili, ale to przecież było jasne, skoro właśnie stała w mojej sypialni.
- Ross... - jej głos brzmiał, jakby zaraz miała się rozpłakać. Chyba jednak mój pokój wyglądał gorzej niż mi się wydawało. Uśmiechnąłem się przepraszająco, na co ta spiorunowała mnie wzrokiem.
- No co? Mówiłem, że nie umiem się pakować...
- A Ty chociaż próbowałeś? Czy rzucałeś ubraniami po pokoju?
- Bez przesady, zaraz ogarnę.
- Bez przesady?! Twoje rzeczy są wszędzie, gdzie się nie spojrzy! Czy...czy to twoje majtki? - jej wzrok zatrzymał się na żyrandolu. Spojrzałem w górę. Faktycznie.
- To nie majtki, tylko bokserki. - wywróciłem oczami i stanąłem na łóżku. Sufity w naszym domu były niskie, więc z łóżka dosięgałem lampy, z której zdjąłem bokserki, składając je w kostkę i wkładając do walizki.
- Ty tępy idioto...idź po kosmetyki, które zamierasz zabrać, a ja poskładam te rzeczy jak należy! - krzyknęła, a ja szybko wstałem i wyszedłem z pokoju. Wiem, powinienem iść do łazienki, ale wybrałem coś milszego niż kolejne zastawianie się, co mi jest potrzebne. Mianowicie poszedłem do pokoju Rikera. U niego w sypialni panował idealny porządek. Spojrzałem na jego otwartą walizkę, w której wszystko było idealnie poukładane. On sam składał teraz koszulkę, a po włożeniu jej do torby, zamknął ją i postawił na podłodze. Otworzyłem usta ze zdziwienia. Jakim cudem uwinął się tak szybko i jeszcze zrobił to tak idealnie? Nie wiedziałem, że jest taki dokładny.
- Czyli wcielamy w życie plan ,,zniszczyć obóz"? - zaśmiałem się, klepiąc go po plecach.
- Ile Ty masz lat człowieku? O czekaj, czyli Ty jednak serio byłeś w nocy u mnie w pokoju! Myślałem, że mi się śniło, że mam takiego brata idiotę.
- Myślałem, że mi się śniło, że mam takiego brata idiotę. - przedrzeźniałem go.
- Zamknij pysk!
- Zamknij pysk!
- Czy Ty nie powinieneś pomagać Rydel? - w progu pokoju stanął Ellington. Przewróciłem oczami i odwróciłem się, aby wyjść, ale dostałem w głowę od Rikera, na co cofnąłem się i uderzyłem go w ramię. Wyminąłem Ratliffa i poszedłem do swojej łazienki. Wyjąłem z szafki kosmetyczkę z adidasa i spakowałem do niej szczoteczkę do zębów, pastę, maszynkę do golenia, jakieś perfumy i inne niezbędne rzeczy, po czym zasunąłem ją i wróciłem do pokoju. Minęło może 10 minut odkąd mnie tu nie było, a pokój lśnił czystością, wszystkie ubrania leżały posegregowane i poskładane obok walizki, a Rydel właśnie składała ostatnie spodnie.
- Wow. - tylko tyle udało mi się powiedzieć. Podszedłem do łóżka i położyłem szarą kosmetyczkę obok ubrań.
- Spakujesz to sam! Długie rękawy i bluzę daj na sam dół, dopiero później krótkie, a na samą górę daj bieliznę, ręczniki i kosmetyki. A buty spakuj do tej dodatkowej kieszonki, rozumiesz? - zapytała, na co przytaknąłem, a ona opuściła pokój. Przeczesałem ręką włosy i odwróciłem się do ubrań. Jak to szło? Długie na samą górę...nie, długie na sam dół! Po około pół godzinie spakowałem wszystko tak, jak kazała Delly. Co prawda raz musiałem wszystko wypakowywać i pakować od nowa, bo się pomyliłem, ale po za tym było okej.
Spakowaną walizkę odłożyłem pod okno,  a sam pościągałem na mojego IPhone'a muzykę, na jutrzejszą podróż. Wieczorem, przed położeniem się spać, wrzuciłem do plecaka z bagażem podróżnym ładowarkę do telefonu i słuchawki.


Z trudem otworzyłem oczy, słysząc dźwięk alarmu. Wyjąłem telefon spod poduszki i spojrzałem na czas. Miałem jeszcze godzinę do wyjazdu. Ustawiłem więc pięciominutową drzemkę, która wydawała się trwać pięć sekund. Ciężko podniosłem się z łóżka, ale czułem, jakbym miał zaraz upaść. Byłbym w stanie spać na podłodze, gdybym mógł usnąć jeszcze chociaż na dziesięć minut. Powlokłem się do łazienki i wziąłem zimny prysznic, który pobudził mnie, jednak niewystarczająco. Dlatego gdy tylko wszedłem do kuchni wziąłem z kredensu kawę, którą ktoś sobie zrobił. Trudno, zrobi sobie następną. Dopiero po dawce kofeiny poczułem się w pełni pobudzony. Włożyłem kubek do zlewu, kiedy w kuchni pojawili się Riker, Rydel, Ell. Rocky pewnie spał. Riker miał przy sobie walizkę, więc olśniło mnie i pobiegłem na górę po swoją. Założyłem na jedno ramię plecak i wróciłem do kuchni, gdzie Rydel wcisnęła mi kanapki na podróż i herbatę. Uścisnęła mnie mocno, a jej słodkie perfumy sprawiły, że zakręciło mi się w głowie.
- Proszę Was, zachowujcie się tam. I zjedzcie kanapki. - uśmiechnęła się i przytuliła Rikera.
- Wysyłasz nas tam, bo Rocky wyjeżdża w góry ze swoją dziewczyną i chcecie mieć sypialnie tylko dla siebie! - rzucił wściekły Riker, na co moja siostra i przyjaciel przewrócili oczami. Mój brat wyszedł z domu, więc chwyciłem walizkę i pobiegłem za nim.
Miałem zamiar przespać się w autokarze, jednak to co zobaczyłem nie pozwoliło mi zasnąć. Wydawało się, że na ten obóz pojadą same dzieci. Tymczasem to ludzie wiekowo zbliżeni do nas. Pisząc ludzie mam na myśli dziewczyny. Seksowne dziewczyny...